Pokazywanie postów oznaczonych etykietą delta blues. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą delta blues. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 października 2012

R.L. Burnside - Wish I Was In Heaven Sitting Down

To jest blues. To płyta przepełniona bluesem, historiami o rodzinie, śmierci, przemijaniu, bólu ale i nadziei... Nietuzinkowa, nienachalna muzyka, zaskakująca trip/hip hopowa produkcja (skrecze, pogłosy nałożone na gitarę, częsta rytmika w 4/4), która znika dopiero w końcowych utworach z gośćmi. W moim odczuciu to właśnie to tripowe, transowe brzmienie jest tu najważniejsze - dzięki niemu głos i gitara (dźwięki grane jakby od niechcenia) płyną i lekko opowiadają nam bolesną historię rodu Burnside'ów... Tak, dobra to rzecz.


poniedziałek, 22 października 2012

Gianluca Becuzzi & Fabio Orsi - "Muddy speaking Ghosts through my Machines"

Well, well, well... Cóż powiedzieć o płytach, których dźwięki przenoszą do południowego Missisipi na ganek niewielkiej posesji, w sam środek deszczu, gdzie wiatr niesie dźwięki przeszłości, dźwięki bluesa... Absolutnie sugestywne dźwięki.


Naście lat temu, dwóch włoskich muzyków zetknęło się z archiwami nieodżałowanego Alana Lomaxa. Styczność z tą niezwykłą kopalnią dźwięków, które dało się uratować przed zapomnieniem było katalizatorem dla artystów, którzy na swój własny sposób oddali hołd bluesowej muzyce. 

Elektroakustycni geniusze wybrali kilka nagrań i zbudowali wokół nich jedyną w swoim rodzaju historię. Prowadzona przez ambientowe i gliczowe tła oraz improwizowane i dronujące gitary narracja prowadzi nas przez noc, z początku burzliwą, na końcu bezchmurną chylącą się ku słonecznemu porankowi. Z odgłosów deszczu, wiatru, ognia strzelającego w ognisku raz po raz wyłaniają się eteryczne bluesowe śpiewy, wydające się być głosami z przeszłości... Niezwykła, jedyna w swoim rodzaju rzecz.

poniedziałek, 8 października 2012

Paul Pena & Kongar-ol Ondar - Genghis Blues

Dość niezwykłe spotkanie. Paul Pena, bluesowy gitarzysta, który świetnie opanował grę slajdem, od dziecka niewidomy. Przez całe życie zmagał się z różnymi problemami natury osobistej i kolejnymi kłopotami ze zdrowiem (ciężko chory zmarł w 2005 roku). W swoim czasie grał u boku T-Bone Walkera i głównie pod jego okiem szlifował swoje umiejętności. Natomiast Kongar-ol Ondar to jedna z najlepiej rozpoznawalnych postaci z kręgu tuvańskiego śpiewu gardłowego - niesamowitej techniki wokalnej pozwalającej na rzeczy... które mi laikowi trudno tak naprawdę opisać -> czyż nie? I to właśnie muzyka z centralnej Azji była tym co połączyło obu muzyków i doprowadziło do ich spotkania w roku 1995. Paul zafascynowany niespotykanymi dotąd dźwiękami wyruszył w podróż do Mongolii gdzie spotkał Kongara co w dalszym czasie zaowocowało płytą będącą mieszanką tradycyjnych dźwięków tuvy, bluesa z delty Mississippi czy też morny z Cape Verde (skąd pochodził Paul). 

Duchowa podróż i więź jaka wywiązała się między muzykami udokumentowana została w filmie o tytule takim samym jak płyta. Mocno polecam!




Genghis Blues - the movie