Pokazywanie postów oznaczonych etykietą new orleans jazz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą new orleans jazz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 stycznia 2013

Bunk Johnson - At New York Town Hall 1947


Cóż, okładka tego wydawnictwa jest mylącą. Tak jak główną postacią całego koncertu jest Bunk, tak Leadbelly pojawia się raptem w trzech utworach, przy czym tylko w jednym akompaniuje mu cały zespół...

Bunk Johnson to trochę zapomniany bohater nowoorleańskiej sceny początku naszego wieku, kiedy to był jednym z wiodących trębaczy/kornecistów. Jego kariera załamała się z dniem gdy w barowej bójce stracił większość zębów. Przez lata zapomniany ponownie znalazł się w centrum uwagi w czasie powstawania książki "Jazzmen". Występujący w niej Louis Armstrong czy Sidney Bechet tak często wspominali o Bunku, że autorzy książki postanowili go odnaleźć. W krótkim czasie udało się tego dokonać, przeprowadzić wywiad i przy pomocy kilku muzyków doprowadzić do zakupu dla niego sztucznej szczęki. Dzięki temu Bunk wrócił do grania, choć poziom jego życia drastycznie się nie poprawił a on sam robił wiele rzeczy, które tego stanu tego rzeczy nie polepszały - przez uwielbienie alkoholu Sidney Bechet wyrzucił go ze swojej orkiestry. Koncert z Nowego Yorku jest jednym z ostatnich jego zarejestrowanych występów. W dwóch kolejnych latach doznał kilku udarów mózgu, które przerwały jego 'odnowioną' karierę i doprowadziły do śmierci w 1949 roku. 

Skupmy się na muzyce. Mamy tu wszystko czego można się spodziewać po muzykach zakorzenionych w nowoorleańskich brzmieniach. Dixielandowe marsze z mocno akcentowaną perkusją (momentami nie najwyższa jakość nagrania wysuwa bębny aż za bardzo do przodu), klasyczne ragi ("Ja Da"), swingujące galopady ("Tiger Rag" czy "After you're Gone") czy autentyczne bluesy - tak grane przez cały zespół ("Basin Street Blues") jak i solo przez Leadbelly'ego, którego potencjał nie został tu w pełni wykorzystany. Jakość nagranie pozostawia trochę do życzenia, w kilku miejscach szafując głośnością poszczególnych instrumentów jednak jak na nagranie live z tamtego okresu nie jest źle.


czwartek, 11 października 2012

Roswell Rudd and the Mongolian Buryat Band - Blue Mongol

Tuvański śpiew gardłowy - o którym już wspomniałem w jednej z notek - nie jest już dziś dla wielu słuchaczy niczym dziwnym i nowym. Technika ta zdołała przedostać się do rocka, metalu, bluesa czy też muzyki elektronicznej. Nic więc też dziwnego że zainteresowali się nią również muzycy jazzowi. Pionierką na tym polu była Sainkho Namtchylak flirtująca z muzykami free, goszcząca na płytach Ned Rothenberga ("Amulet"), oraz tytana Evana Parkera - jako jeden z wielu gości na "Synergetics: Phonomanie III", oraz jako partner w duecie na płycie "Mars Song".

Roswell Rudd, znakomity puzonista, etnomuzykolog, ze śpiewem gardłowym pierwszy raz - osobiście - zetknął się w 2002 roku. Spotkanie, wspólne granie i improwizowanie popchnęły Rudda do badań nad podobnymi technikami wokalnymi. Dlatego też nie dziwi, że kiedy w 2004 roku ci sami muzycy którzy 2 lata wcześniej z nim jammowali ponownie odwiedzili Stany zaprosił ich do wspólnego grania, które uwieczniono na płycie "Blue Mongol". Tytuł dość dobrze oddaje to co znajdziemy na krążku. Środkowoazjatycki folklor, nie tylko mongolski ale i chiński - z dwoma wokalami, czystym męskim tuvańskim gardłowym oraz żeńskim 'zwykłym' mongolskim - miesza się z nowo orleańskim jazzem, bluesem czy dixielandem. Rudd gra oszczędnie ale mądrze, pozwalając pozostałym muzykom na spokojne prowadzenie narracji, bardzo fajnie wychodzą dialogi puzon-głosy. Ciekawe i warte sprawdzenia :)