Pokazywanie postów oznaczonych etykietą free jazz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą free jazz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 października 2012

Charles Mingus - At Carnegie Hall

Jako fanboj Mingusa dopuściłem się pewnego zaniedbania. Czas się poprawić.

No a więc. Jaki Mingus jest każdy widzi. I słyszy. A jaki Mingus jest gdy na warsztat weźmie dzieła innego wielkiego mistrza. Mistrza którym niewątpliwie jest Duke E.? 

W czasie występu w Carnegie Hall Charlie zebrał wokół siebie byłych i ówczesnych członków swego big bandu i w rozimprowizowanej sesji rozłożył na czynniki pierwsze dwa utwory Duke'a. Proste bluesy i melodie rozrosły się do ponad dwudziestominutowych jamów w czasie których blues przechodził w ogniste hard bopy by uciekać nawet w stronę free. Najwięcej do powiedzenia mają tutaj saksofoniści, John Handy, George Adams, Roland Kirk i Hamiet Bluiett obdarzają nas całą gamą dźwięków, które można wydusić i wydmuchać z ich instrumentów. Jednak nawet kiedy saksmani odlatują w bardziej wolne rejony sekcja (MIngus razem ze swoim długoletnim perkusistą Danniem Richardsem i Donem Pullenem na pianie) trzymają rytm i swingują dziarsko, trzymając wszystko w ryzach. Świetna rzecz!


wtorek, 9 października 2012

Art Ensemble of Chicago Plays Tribute To The Chicago Blues Tradition

Ha, i to jest piękna sprawa. AEoC to wielce zasłużony dla czarnej muzyki kolektyw. Osadzeni w jazzie eksplorują  rejony bliższe i dalsze jak afrobeat i szeroko pojęty afrykański folklor, calypso czy współczesna muzyka klasyczna. W swoim niczym nieograniczonym dziele tworzenia mocno czerpią z bluesowych źródeł jazzu co doskonale pokazane zostało (tak, wszystko zostało nagrane) na koncertach w Szwajcarii w 1993. 

Występy w Lugano i Genevie różnią się repertuarem (koncert z Genevy jest strasznie trudny do znalezienia :<), z pewnością jednak łączy je pasja i radość z gry. Standardy Muddy'ego Watersa czy Roosevelta Sykesa jak i własne kompozycje AEoC mają tutaj swój kręgosłup ściśle bluesowy jednak jak to bywa w twórczości grupy z Chicago (nota bene, domu bluesowych 'uchodźców' z Południa) mnogość improwizacji i zabaw dźwiękiem nie pozwala nam zapomnieć z kim mamy do czynienia. Polecam bardzo bardzo :]


poniedziałek, 8 października 2012

Mount Everest Trio - Waves from Albert Ayler

Płyta z takim tytułem nie może być zła. Ba, jest lepsza niż się spodziewałem. Po RYMowemu daję 4,5/5 bo w pełni na taką ocenę płyta zasługuje. Trójka szwedów w latach siedemdziesiątych grała pierwszorzędny free inspirowany Colemanem, Aylerem z dodatkiem jazzu modalnego, hard bopu czy nawet funku. Sekcja odwala tu kapitalną robotę (bass pięknie pulsuje i nadaje głębi a perkusista gra akie motywy że aż się gęba cieszy). Czystymi odniesieniami do Aylera i Colemana są tu "Spirits" czy "Ramblin'". W własnych kompozycjach Szwedzi dają trochę odetchnąć bardziej skupiając się na kompozycjach niźli na intensywności dźwięków przez co całościowo mamy do czynienia z płytą kompletną - paleta emocji dawkowanych prze trio jest naprawdę spora. Polecam.